Witaj gościu, Jeśli czytasz tę wiadomość to znaczy że nie jesteś zarejestrowany. Kliknij i zarejestruj się by w pełni korzystać z wszystkich funkcji naszego forum.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
(Historia) Posłańcy bogów: dzieje Projektu Mercury
#11
Część 10

24 maja 1962 roku, tak jak poprzedni astronauci NASA,  „Scottie” Carpenter został obudzony w swoim pokoju w Hangarze „S” na Przylądku Canaveral. Zjadł śniadania i przy pomocy techników przymocowano do jego ciała czujniki, na co następnie ubrano skafander. W podróży na wyrzutnię towarzyszył mu m.in. weteran MA – 6, John Glenn. Pogoda wyglądała dobrze, więc o 9:35 UTC otrzymał zgodę na wejście na pokład Aurora 7. Dalej wszystko przebiegało gładko. Ściślej mówiąc – było to najbardziej gładkie z dotychczasowych przedstartowych odliczań, jeśli chodzi o załogowe misje NASA. I wreszcie o 12:45:16 UTC, w blasku porannego słońca (na Florydzie była 7:45) rozpoczęła się misja astronauty Carpentera. Atlas buchnął ogniem i zaczął wznoszenie ku niebu na oczach ok. 40 milionów amerykańskich widzów przed telewizorami. Wszystko przebiegało, jak to ujął Christopher Kraft – „doskonale”. BECO (Booster Engines Cut Off) w T + 2 min. 10 sek, a SECO (Sustainer Engine Cut Off) trzy minuty i dziesięć sekund później. Statek kosmiczny znalazł się na orbicie okołoziemskiej (apogeum: 260 km, perigeum: 154 km, okres obiegu: 88,3 min, inklinacja: 32,5˚) i po wykonaniu procedury separacji od rakiety oraz obrotu kapsuły, rozpoczęła się główna część misji.

[Obrazek: aurora7litho.jpg]
Astronauta zajmuje miejsce w pojeździe
http://www.apollomissionphotos.com/index...litho.html

[Obrazek: 116120main_image_feature_334_jw4.jpg]
Początek podróży komandora Carpentera
http://www.nasa.gov/multimedia/imagegall...e_334.html

Astronauta określił stan nieważkości jako przyjemny. W trakcie, gdy po przejęciu sterowania z automatycznego na fly-by-wire, Carpenter dokonał wspomnianej zmiany położenia pojazdu w przestrzeni był zdziwiony brakiem odczucia ruchu – o wykonaniu obrotu świadczyły bowiem tylko wskazówki na tablicy kontrolnej Aurora 7. Podobnie jak w przypadku lotu Glenna, pierwszym celem obserwacji był siłą rzeczy zużyty stopień rakiety Atlas, który teraz rozpościerał się za oknem Mercury na tle ziemskiego globu. Śledził go aż do Wysp Kanaryjskich. Nad Afryką kontynuował procedurę sprawdzanie przyrządów pokładowych kapsuły. Nieco kłopotu sprawiło mu też założenie specjalnego filmu do aparatu fotograficznego, za którego pomocą następnie uwieczniał Ziemię z orbity.
Przeprowadzał obserwacje za pomocą iluminatora w kształcie trapezu oraz peryskopu. Analogicznie jak w misji Friendship 7 nie udało się dostrzec flar wystrzeliwanych przy każdym okrążeniu z powierzchni planety, a konkretnie z Wielkiej Pustyni Wiktorii, w pobliżu Woomera w Australii, nad którą przebiegał tor lotu. Nie udało się również obserwowanie z kokpitu innych ciał niebieskich (gwiazd i planet) – przeszkodą stało się światło zegarów pokładowych. Pod koniec pierwszego obiegu, nad Oceanem Spokojnym kontrola otrzymała sygnał świadczący o podniesieniu się temperatury w skafandrze, ale Carpenter zdementował to informując, że choć trochę się poci – czuje się w pełni komfortowo. Podobnie jak Glenn, tak i pilot Aurora 7 sprawdzał jak posila się w Kosmosie. Tym razem menu było inne. Zamiast tuby z czymś co przypominało papkę dla niemowląt otrzymał w formie snacków kompozycję złożoną z czekolady, fig, daktyli i wysoko-proteinowego zboża a także inną – z masą pomarańczową, migdałami i rodzynkami. Efekt był taki, że spożywało się je z większym trudem, a okruchy unosiły się w kabinie. W trakcie drugiej orbity Carpenter wykonywał manewry sterując ręcznie pojazdem. Wkrótce okazało się, że zużycie paliwa jest zbyt wysokie, zarówno w układzie sterowania automatycznego (pozostało 45 %) jak i ręcznego (42 %)! Postanowiono więc, że aby nie tracić więcej, trzecie i ostatnie okrążenie zostanie wykonane poprzez dryfowanie w próżni Kosmosu. Pracujący pod presją ważnych eksperymentów pilot po prostu początkowo nie zwracał zbytnio uwagi na oszczędne gospodarowanie zasobami napędowymi. Fiaskiem zakończyło się przeprowadzone w T + 1h 38 min. doświadczenie z kolorowym balonikiem. Carpenter rozpoczął test tuż po przelocie nad Florydą. Obiekt napełnił się powietrzem jedynie częściowo i tylko dwie z pięciu barw, pomarańczowa i matowy aluminium były możliwe do zaobserwowania.
W trakcie ostatniej orbity wykorzystywał w celach nawigacyjnych tarczę Księżyca. Wtedy też, po przypadkowym uderzeniu ręką w ścianę kapsuły ukazały się „świetliki” (zwane przez rosyjskich kolegów po fachu „efektem Glenna”) znane już z poprzedniego lotu załogowego. Wtedy właśnie zostały zidentyfikowane jako kryształki lotu ulatujące z poszycia i elementów pojazdu. Obserwacja płynów w warunkach braku ciążenia przebiegła jak zakładano – ten eksperyment zakończył się więc sukcesem.

[Obrazek: p139a.jpg]
Widok z Aurora 7
http://history.nasa.gov/SP-168/section3a.htm

Malcolm Scott Carpenter przygotowywał się do powrotu z Kosmosu. W trakcie tej fazy nastąpiły kolejne kłopoty ze sterowaniem położeniem kapsuły. Na skutek opóźnienia w uruchomieniu przez astronautę zespołu silniczków pojazdu, punkt wodowania Aurora 7 uległ przesunięciu aż o 463 km! Mercury mknął przez atmosferę, a przeciążenie wgniatało pilota w fotel. Wpatrywał się w okno w poszukiwaniu pomarańczowego ognia, o którym wspominał Glenn, ale odnotował jedynie średnio intensywne blaski. Spadochron został rozpostarty, jak zakładano, otworzył go manualnie Carpenter. Następnie zwolnił zbędną już tarczę ablacyjną i otworzył poduszkę powietrzną. Kapsuła z głośnym pluskiem zetknęła się z powierzchnią oceanu. Była godzina 17:41:21 UTC. Lot trwał 4 godziny 56 minut i 5 sekund i zakończył się w okolicach Puerto Rico. Teraz trzeba było tylko zaczekać na ekipę odbiorczą, co mogło potrwać dość długo, zważywszy na zmianę rejonu wodowania. Pilot zaczekał, aż pojazd ustawi się spokojnie nosem do góry, po czym po nieudanej próbie nawiązania łączności radiowej opuścił pokład Aurora 7, w której było zbyt gorąco przez górny właz. Przesiadł się następnie do nadmuchiwanej, gumowej łódki ratunkowej dinghy w kolorze pomarańczowym i samotnie, kołysząc się na morzu w ciszy oczekiwał na ratunek. Około godziny później w rejonie pojawiły się samoloty SC – 54, z jednego z nich zrzucono dwóch płetwonurków, którzy wynurzając się obok Carpentera totalnie go zaskoczyli (nie widział momentu desantu).
Pół godziny później nadleciał hydroplan SA – 16 z Roosvelt Roads na Puerto Rico,
a następnie śmigłowiec SHH – 2, który następnie przewiózł astronautę na pokład lotniskowca USS Intrepid. Dotarł tam około 4 h i 15 min. po wodowaniu! Przerwał nawet badania lekarskie, gdyż zadzwonił sam prezydent, by pogratulować i wyrazić radość, że pilot się odnalazł. Carpenter odparł, że przeprasza z że nie wycelował trochę lepiej w trakcie powrotu z orbity. Kapsułę Aurora 7 podjął niszczyciel USS Pierce. Nazajutrz znalazła się na Cape Canaveral...     

[Obrazek: mercury-carpentera.jpg]
USS Intrepid... Carpenter rozmawia z prezydentem Kennedym
http://science.howstuffworks.com/mercury-mission.htm

[Obrazek: 0.jpg]
Aurora 7. Museum of Science and Industry. Chicago, stan Illinois
http://web.mac.com/jimgerard/AFGAS/pages...indch.html

CDN...
GG 8698011
Odpowiedz
#12
Część 11

Planowanie lotu oznaczonego kryptonimem Mercury – Atlas 8 rozpoczęło się jeszcze w lutym 1962 roku, po zakończeniu misji Glenna. Decydenci, wśród nich Donald K. Slayton, postanowili, że wykonanych zostanie sześć okrążeń Ziemi, tym samym czas przebywania astronauty w Kosmosie zostanie dwukrotnie przedłużony. Specjaliści z firmy McDonnel, producenta kapsuły, musieli wprowadzić pewne modyfikacje, dzięki którym zrealizowanie planów NASA okaże się możliwe. Dotyczyły wydłużenia żywotności poszczególnych komponentów pojazdu, udoskonalenia systemu sterowania poprzez zmniejszenie ciągów silniczków korekcyjnych – w celu oszczędzania paliwa. Dodano także dwie anteny komunikacyjne wysokiej częstotliwości, zamontowane w module mieszczącym system napędowy pojazdu (retro package). Celami misji MA – 8 było przetestowanie systemów statku kosmicznego w dłuższym locie orbitalnym, tego jaki wpływ ma na nie dłuższe przebywanie poza Ziemią, oszacowanie tego samego odnośnie organizmu astronauty i porównanie tego wszystkiego z poprzednimi misjami i ćwiczeniami w symulatorze.
Pilotem, który miał wykonać ten lot wyznaczony został Walter Marty Schirra Jr, lat 39. Oficer US Navy, pilot doświadczalny który testował wcześniej w bazie China Lake takie maszyny jak myśliwiec odrzutowy F7U – 3 Cutlass (prawdopodobnie najniebezpieczniejszy samolot w historii lotnictwa Marynarki Wojennej USA) czy odpalał prototypy słynnych pocisków rakietowych Sidewinder. Walczył także w Korei, gdzie na F – 84 posłał w płomieniach do ziemi jednego MiGa, uszkodził dwa kolejne. Był świetnie przygotowany do lotu kosmicznego, gdyż spędził 45 godzin ćwicząc do lotu MA – 7, jako dubler Carpentera. Należy do tego jeszcze dodać 31 godzin w ramach treningu przed własnym lotem oraz 57 h w kapsule treningowej i 8 h za sterami symulatora w mieszczącym się w Langley, stan Wirginia ośrodku NASA. „Wally” był także bodaj największym żartownisiem w Mercury Seven. Jego dublerem został Leroy Gordon Cooper Jr.

[Obrazek: 610x.jpg]
Astronauta Walter M. Schirra Jr. pozuje do zdjęcia
http://www.daylife.com/photo/00M53RHcTC7AD

Centrum Załogowych Lotów Kosmicznych wybrało dwie kapsuły o numerach: 16 i 19. Pierwsza z nich dotarła na Cape Canaveral jeszcze w styczniu 1962, druga w marcu. Technicy z McDonnel zająli się przygotowaniami pojazdów. Prace ruszyły pełną parą w kwietniu, a po majowej misji Carpentera wprowadzono odpowiednie zmiany: wspomniane już zmniejszenie ciągu systemu napędowego. W lipcu ustalono datę startu. Schirra miał udać się w podróż 18 września 1962 roku. Wkrótce uległa ona zmianie. Nosiciel, rakieta Atlas o numerze 113-D znów przysporzyła trochę kłopotów. Miano ją dostarczyć na Przylądek Canaveral pod koniec lipca, ale wskutek drobnych problemów w trakcie testów, ostatecznie opuściła ona zakłady w San Diego 8 sierpnia. Poślizg w czasie wyniósł tydzień i spowodowany był odnalezieniem przez specjalistów z Convair i Sił Powietrznych przecieku w zbiorniku paliwa rakiety na skutek pęknięcia jego ścianki. Datę startu przełożono na 25 września, a następnie po usunięciu wszystkich problemów, na 3 października.
Sigma 7. Tak Walter Schirra ochrzcił swój pojazd kosmiczny. Dlaczego? Przestudiowawszy skomplikowany plan lotu i wiedząc, że misja pociągnie za sobą zakwalifikowanie zdolności kapsuły Mercury do przeprowadzenia misji całodobowej astronauta docenił ogrom pracy włożony przez naukowców. By uczcić inżynierów wybrał właśnie taką, matematyczną nazwę. 

[Obrazek: Patch-Mercury8.gif]
Patch kolejnej misji Project Mercury
http://www.hightechscience.org/mercury_patches.htm
 
Sieć łączności z Mercury została wzbogacona o stację naziemną Quito w Ekwadorze i trzy nowe statki przekaźnikowe. Rozbudowano także zespół odbiorczy, którego trzon stanowił lotniskowiec USS Kearsarge. Okręt ten w asyście trzech niszczycieli oczekiwał na zakończenie misji w rejonie Wysp Midway. Po raz pierwszy w historii amerykańskiego załogowego programu kosmicznego wodowanie miało nastąpić na Oceanie Spokojnym.
Podczas gdy na Cape Canaveral trwały przygotowania do misji, 11 sierpnia Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich umieścił na orbicie okołoziemskiej kolejnego kosmonautę. Był nim Andrijan Grigoriewicz Nikołajew na pokładzie pojazdu Wostok 3. Początkowo wszystko wskazywało na powtórzenie lotu Titowa z sierpnia 1961 roku. Jednak nazajutrz w Kosmosie znalazł się Wostok 4 pilotowany przez Pawieła Romanowicza Popowicza. Propaganda ZSRR ukazała to wydarzenie Światu jako „lot grupowy”...

CDN...
GG 8698011
Odpowiedz
#13
Część 12

Nadszedł wreszcie 3 października 1962 roku. Początkowo obawiano się, że plany startu może pokrzyżować pogoda. Służby meteorologiczne monitorowały tropikalną burzę Daisy na Atlantyku i trzy huragany na Oceanie Spokojnym: Dinah, Emma i Frieda. Stan rakiety i statku kosmicznego nie wskazywał żadnych problemów, zatem procedury przedstartowe były w toku.
Astronauta Walter Schirra został obudzony po pięciogodzinnym śnie o 7:40 UTC, po czym wziął prysznic, ogolił się i zjadł lekkie śniadanie w towarzystwie między innymi Roberta Gilrutha, Waltera C. Williamsa i „Deke” Slaytona. Po posiłku fizyk, Howard A. Minners podłączył do ciała pilota czujniki, zaś Joe W. Schmitt asystował przy zakładaniu skafandra ciśnieniowego.
Krótko po godzinie 10:00 Schirra, dźwigając jedną ręką walizkowy system podtrzymywania życia opuścił Hangar S i zająwszy miejsce wewnątrz vana, udał się na wyrzutnię LC – 14...
Na miejscu reprezentujący zespół Convair-Atlas Byron G. MacNabb życzył astronaucie szczęśliwego lotu, po czym Schirra udał się do windy, a o 10:41 zajął miejsce na pokładzie kapsuły Sigma 7 i zapiął pasy. Rozglądając się po kokpicie w trakcie rutynowych czynności przedstartowych, odnalazł zawiniętą w plastikowe opakowanie kanapkę ze stekiem, którą przemycono na pokład, a także... kluczyki do samochodu, zostawione dla żartu przez techników. Właz zatrzaśnięto sworzniami i zespół Mercury – Atlas był w pełni gotów do lotu.     
45 minut przed startem stwierdzono, że doszło do awarii radarów w stacji na Wyspach Kanaryjskich, tym samym wstrzymano odliczanie. Nie na długo, wystarczył zaledwie kwadrans by technicy uporali się z problemem i procedury wznowiono.

[Obrazek: U1361163.jpg?size=67&uid=%7B1D0DFB1D-3F1E-...3CD2C4B1C%7D]
Technicy pomagają astronaucie zająć miejsce w ciasnej kapsule
http://pro.corbis.com/search/Enlargement...F3CD2C4B1C}

O godzinie 12:15:11 UTC dnia 3 października 1962 roku nastąpił zapłon silników rakiety Atlas 113-D. Komandor porucznik Schirra na pokładzie Sigma 7 rozpoczął swój lot, określony później jako „rutynowy”. „Mam start” rzucił do mikrofonu astronauta, po czym dodał „a ona (pojazd Mercury) czuje się naprawdę nieźle”. 2 minuty i 7 sekund później miał miejsce BECO, zaś w T + 5 min. 18 sek. SECO. „Sayonara”, powiedział pilot w momencie, gdy za iluminatorem zobaczył oddalającą się, zbędną już wieżyczkę ratunkową. Kapsuła odłączyła się od nosiciela, tym samym rozpoczęła się orbitalna faza misji Mercury – Atlas 8. Perigeum znajdowało się na wysokości 161 km, apogeum 282,9 km, inklinacja 32,5 stopni. Okres obiegu Ziemi wynosił 89 minut, a statek kosmiczny osiągnął prędkość 28 233 km/h – o ponad 16 km/h więcej niż zaplanowano. Walter Schirra, trzeci Amerykanin na orbicie przeszedł na sterowanie ręczne, fly-by-wire i otrzymał informację o możliwości wykonania siedmiu okrążeń. Od razu pilot zauważył, że sterowanie Sigma 7 działa bardzo dobrze.

[Obrazek: ma8litho5.jpg]
Start do lotu MA - 8
http://www.apollomissionphotos.com/index...litho.html

Niedługo potem ustawił kapsułę w tryb automatyczny. Wszelkie swoje uwagi rejestrował za pomocą pokładowego magnetofonu. Gdy „dryfował” (nazywał to „trybem na szympansa”) nad Wyspami Kanaryjskimi obserwując widoki za oknem, w tym zużyty stopień Atlasa, zaczęła podnosić się temperatura wewnątrz skafandra Navy Mark IV. Ten dyskomfort nie trwał jednak długo – w trakcie lotu nad Antypodami osiągnęła maksymalny próg 32,2 stopni Celsjusza, po czym od następnej orbity poczęła się obniżać. Nad Australią Schirra miał dokonać obserwacji odpalonej z pustyni Woomera flary, jednak... pomylił się twierdząc, że ją spostrzegł – w rzeczywistości zobaczył błyskawicę. Obszar wystrzelenia racy pokrywały chmury, co uniemożliwiło eksperyment podobnie jak w lotach Glenna i Carpentera. Kolejny punkt w programie misji został zrealizowany z pełnym sukcesem podczas drugiego okrążenia, a było to sterowanie pojazdem w przestrzeni kosmicznej bez użycia przyrządów pokładowych – astronauta nawigował (w oparciu o gwiazdy planety, Księżyc i Ziemię) wykorzystując jedynie znajdujący się bezpośrednio przed sobą trapezoidalny iluminator, peryskop oraz mapy nieba. Same widoki z kokpitu nie zrobiły na nim specjalnego wrażenia – Schirra porównał je do obrazów, jakie wielokrotnie obserwował z samolotu, gdy leciał na wysokim pułapie.
W trakcie trzeciej orbity, tuż po zdaniu rutynowego raportu „Deke” Slaytonowi dotyczącego stanu Sigma 7, astronauta dokonał planowanego wcześniej wyłączenia zasilania pojazdu.  Przeprowadził wtedy kolejny eksperyment misji, przygotowany uprzednio przez dr Roberta B. Voasa – zamknął oczy i dotykał ustalonych wcześniej punktów na tablicy przyrządów Mercury. Na dziewięć prób popełnił trzy błędy, jednak „największy” z nich wyniósł jedynie ok 5 centymetrów. Następnie kontynuował obserwacje powierzchni Ziemi, a także posilił się musami (brzoskwiniowym i wołowym) z tub. W 3 h i 44 min. misji, gdy statek kosmiczny znajdował się nad Oceanem Indyjskim, Walter Schirra przywrócił chwilowo zasilanie i przeszedł na sterowanie ręczne, po czym ponownie ustawił kapsułę „na dryf”. Gdy zbliżał się do Kalifornii, wydobył z podręcznej torby aparat fotograficzny i rozpoczął sesję fotograficzną. Uwiecznił w ten sposób m.in. obszar od Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych, aż po Kubę. Dyrektor Christopher Kraft zasugerował astronaucie, by w trakcie kolejnego przelotu rozejrzał się w rejonie wyspy Zanzibar za sferycznym satelitą-balonem Echo (co się jednak nie udało), a Slayton poprosił o odczyt z dozymetru odnośnie dawki promieniowania, jaką otrzymał pilot – było ono niewielkie. W trakcie czwartej orbity obserwował burze nad kontynentem australijskim, a swój lot żartobliwie porównał z rozmowie z dyżurującym na Hawajach Grissomem do wyglądania przez okno w trakcie podróży pociągiem. Dostał także zgodę na wykonanie kolejnych dwóch okrążeń. Gdy ponownie zbliżał się do Kalifornii w 6 godzinie i 8 minucie misji, John Glenn, CAPCOM z Point Arguello poprosił Schirrę o kilka słów do radiosłuchaczy i telewidzów w USA. Tymczasem zużycie paliwa było niewielkie (wynosiło tylko ok 20%). Świadczyło to zarówno o umiejętnościach astronauty, jak i udoskonalonym systemie sterowania pojazdem.  W trakcie przelotu nad Filipinami obserwował także światła miejskie Zamboanga na wyspie Mindanao, zaś gdy znalazł się w strefie nowej stacji Quito w Ekwadorze, powitał mieszkańców Południowej Ameryki słowami „Buenos Dias”. Misja powoli zbliżała się ku końcowi, a Schirra rozpoczął w trakcie szóstego obiegu przygotowania do powrotu z orbity, zbierając do podręcznych pojemników drobne przedmioty, jakie unosiły się w kokpicie. Kontynuował również fotografowanie powierzchni Ziemi. Zanim rozpoczął procedurę powrotu z orbity, przeszedł to trybu fly-by-wire. Pojazd, z zapasami paliwa wynoszącymi aż 78% odpalił swoje silniki nad Oceanem Spokojnym. Miało to miejsce w 8 h i 52 min. lotu. Sigma 7 wtargnęła w atmosferę, a smuga ciągnąca się za powracającym z Kosmosu pojazdem była dobrze widoczna z pokładu okrętu odbiorczego USS Kearsarge. Marynarze służący na innym statku ekipy, niszczycielu USS Renshaw usłyszeli również huk, gdy Mercury przekraczał barierę dźwięku. Pojazd w trakcie tego etapu lotu zachowywał się bardzo stabilnie, a jedyne obawy dotyczyły zapasy paliwa – a konkretnie ewentualnych przecieków po wodowaniu. Schirra ręcznie otworzył spadochron kapsuły, po czym wodował zaledwie 8 kilometrów od okrętów zespołu odbiorczego, na oczach ich załóg oraz dziennikarzy goszczących na pokładzie. Misja zakończyła się o 21:28:22 UTC, 440 km na północny – wschód od Wysp Midway i trwała 9 godzin 13 minut i 11 sekund, w trakcie których dokonano sześciu obiegów ziemskiego globu. Nad kołyszącym się na oceanie Sigma 7 zawisł śmigłowiec. Astronauta odmówił jednak skorzystania z transportu powietrznego dla Mercury. Co ciekawe – do okrętu podholowała go załoga łodzi wielorybniczej! Następnie dźwig lotniskowca podniósł kapsułę na pokład, a pięć minut później Schirra odstrzelił właz. Po wyjściu na pokład (oczywiście zgodnie z tradycją musiał poprosić o zgodę dowódcę USS Kearsarge) oświadczył lekarzom: „Czuje się świetnie. To był podręcznikowy lot. Wszystko poszło tak, jak chciałem”. I faktycznie misja zakończyła się pełnym sukcesem, co utorowało drogę do przeprowadzenia pierwszego amerykańskiego lotu całodobowego.

[Obrazek: Recovery_of_Sigma_7_spcae_capsule_by_USS...r_1962.jpg]
Po wodowaniu...
http://commons.wikimedia.org/wiki/File:R...r_1962.jpg

[Obrazek: Sigma7-1.jpg]
Sigma 7 w United States Astronaut Hall of Fame, Titusville, stan Floryda
http://en.wikipedia.org/wiki/Mercury-Atlas_8         

CDN...
GG 8698011
Odpowiedz
#14
Świetne opracowanie - mogę zacząć je montować do PDF? Wink

A swoją drogą - dziś mija rocznica lotu Alana Sheparda (Freedom 7). Z tej okazji: http://vimeo.com/4489209

Smile
Odpowiedz
#15
(05.05.09, 16:59)Maquis link napisał(a): Świetne opracowanie - mogę zacząć je montować do PDF? Wink

A swoją drogą - dziś mija rocznica lotu Alana Sheparda (Freedom 7). Z tej okazji: http://vimeo.com/4489209

Smile

Jasne, że tak Smile W bieżącym miesiącu chcę opisać w tym wątku misję Faith 7 (MA - 9) i niezrealizowaną MA - 10. Tym samym zakończę temat lotów tego programu. Co jakiś czas dodawać będę bio poszczególnych astronautów Mercury Seven. W dniu 2 kwietnia minęło bowiem 50 lat od utworzenia pierwszej grupy zdobywców Kosmosu NASA! Big Grin

A potem zajmę się Gemini Smile

Filmik z całego lotu Sheparda - świetny ;D
GG 8698011
Odpowiedz
#16
Część 13

Po zakończonej pełnym sukcesem misji Waltera M. Schirry na pokładzie Sigma 7, NASA przystąpiła do realizacji całodobowej i – jak się później okazało – ostatniej wyprawy w ramach Project Mercury. I tym razem wyznaczono do niej astronautę, który w poprzednim locie pełnił funkcję załogi rezerwowej. Był nim pochodzący ze stanu Oklahoma najmłodszy w grupie, 36-letni major sił powietrznych USA, Leroy Gordon Cooper, zwany przez kolegów „Gordo”. Podobnie jak „Wally” Schirra – słynął ze swoich specyficznych żartów, jak choćby przelot odrzutowym myśliwcem na niskim pułapie w pobliżu wieży lotów...

[Obrazek: Leroy_Gordon_Cooper_Junior.jpg]
Leroy Gordon "Gordo" Cooper
http://commons.wikimedia.org/wiki/File:L...Junior.jpg

Razem z nim, jako dubler, trenował w symulatorze kapsuły Alan Shepard, weteran pierwszego załogowego skoku balistycznego. W międzyczasie trwały dyskusje odnośnie... sensu samej misji. Część pracowników NASA uważała, że sukces MA – 8 mógłby przypieczętować Project Mercury, zaś agencja powinna przejść do kolejnego etapu lotów załogowych, którym stał się później Project Gemini. Zwyciężyła oczywiście opcja przeprowadzenia całodobowego lotu człowieka na pokładzie jednoosobowego pojazdu kosmicznego. Należało teraz odpowiednio przystosować kapsułę do wykonania takiego zadania. NASA zwieńczyła negocjacje z producentem we wrześniu 1962 roku. W efekcie w zakładach McDonnel przekonfigurowano cztery egzemplarze o numerach: 12, 15, 17 i 20. Zdemontowano peryskop, ważący ponad 30 kg, który w poprzednich lotach służył astronautom do dodatkowych, nie licząc iluminatora obserwacji. Dzięki temu można było zabrać więcej sprzętu badawczego niż we wcześniejszych lotach (MA – 6: 5kg, MA – 7: 8,2 kg. MA – 8: 10 kg a MA – 9: aż 28 kg!) Zmiany dotyczyły także zainstalowania nowych akumulatorów, które zwiększyły zapasy energii statku kosmicznego.   
Cooper miał zabrać ze sobą na orbitę między innymi lampę błyskową, która po odseparowaniu od kapsuły miała być obserwowana przez astronautę, nadmuchiwany balon do eksperymentu, który nie powiódł się w czasie lotu MA – 7, a także klisze do pomiaru promieniowania, pokładową kamerę i sprzęt fotograficzny do wykonywania zdjęć Ziemi z Kosmosu.

[Obrazek: faith7.gif]
Emblemat lotu Mercury - Atlas 9
http://www-pao.ksc.nasa.gov/history/merc...9/ma-9.htm

Planujący misję zespół Roberta Gilrutha celował w kwiecień 1963 roku jako termin lotu. Postanowiono również, że wykonane zostaną 22 okrążenia planety, zamiast pierwotnie zakładanych jeszcze w 1959 r. (jako maksymalna możliwość dla statku kosmicznego tego typu) 18 orbit. Tak więc aż 34 godziny miał spędzić w ciasnym kokpicie Mercury „Gordo” Cooper. Swój pojazd (nr 20) nazwał Faith 7, gdyż jak to określił sam astronauta: „symbolizuje moją ufność w Bogu, mojej ojczyźnie i moich kompanach z oddziału”.
Nosicielem miała być rakieta Atlas 130–D. Pierwotnie wytoczono ją z zakładów Convair 30 stycznia 1963, jednak nie przeszła koniecznej inspekcji i gotowa była do przetransportowania na Florydę dopiero 15 marca, po drugim przeglądzie tzw. flight-acceptance inspections. 22 kwietnia Mercury i Atlas zostały połączone, a datę startu przesunięto na 14 maja 1963 roku. Wszystkie przygotowania szły gładko. Misję wspierało 28 statków i 171 samolotów, a ekipa odbiorcza z lotniskowcem USS Kearsarge miała czekać podobnie jak w przypadku poprzedniej misji, w rejonie Wysp Midway na Oceanie Spokojnym.
Rankiem 14 maja 1963 roku Leroy G. Cooper udał się vanem na wyrzutnię LC – 14 i o godzinie 6:36 czasu lokalnego (11:36 UTC) zajął miejsce w ciasnej kapsule Mercury. Zanim rozpoczął rutynowe sprawdzanie wszystkich systemów, znalazł w kabinie... przepychacz sanitarny z załączoną karteczką „usunąć przed startem”. Sprawcą żartu był Alan Shepard z załogi rezerwowej, a dowcip – nawiązaniem do znajdującego się na pokładzie nowego urządzenia do zbieranie moczu astronauty, którego nie było w pamiętnej misji Mercury – Redstone 3. Shepard był wtedy zmuszony do załatwienia potrzeby fizjologicznej prosto do skafandra. Tymczasem do startu, zaplanowanego na godzinę 9:00 (14:00 UTC) nie doszło z powodu problemów ze stacją radarową (C-band) na Bermudach i silnikiem diesla odpowiedzialnym za odsunięcie rampy. Początek misji przełożono o dobę...
   
CDN...
GG 8698011
Odpowiedz
#17
Mikkael - bardzo dobre opracowanie. Fajnie się czytało! Smile Czekam na "cdn..." Wink

P.S. Część zdjęć niestety się już nie wyświtla, pewnie została usunięta z serwerów do których prowadzą linki. W związku z tym, iż forum już umożliwia dodawanie załączników może podjąłbyś się przeniesienia ich w swoich postach na forum? Fajnie by było gdyby zachowały się wszystkie zdjęcia ilustrujące tak ciekawy artykuł (mogę chyba nazwać tak te posty).

Jeszcze raz dzięki za takie opracowanie.
Odpowiedz
#18
Dziękuję Radku Smile

Ciąg dalszy miał być umieszczony w ten weekend, ale znowu mały delay z przyczyn ode mnie niezależnych Sad
Mam już za to wstęp do Project Gemini, ale najpierw dokończę com zaczął Wink

Z fotkami - pokombinuję.

Pozdr.
GG 8698011
Odpowiedz
#19
(07.06.09, 19:14)Radek68 link napisał(a): Mikkael - bardzo dobre opracowanie. Fajnie się czytało! Smile Czekam na "cdn..." Wink

P.S. Część zdjęć niestety się już nie wyświtla, pewnie została usunięta z serwerów do których prowadzą linki. W związku z tym, iż forum już umożliwia dodawanie załączników może podjąłbyś się przeniesienia ich w swoich postach na forum? Fajnie by było gdyby zachowały się wszystkie zdjęcia ilustrujące tak ciekawy artykuł (mogę chyba nazwać tak te posty).

Jeszcze raz dzięki za takie opracowanie.

Materiał zdjęciowy będzie załączony w raporcie pdf.
Odpowiedz
#20
Część 14

15 maja 1963 roku wszystkie systemy, jak również pogoda na Przylądku Canaveral były na go, toteż jeszcze w nocy wznowiono odliczanie. „Gordo” Cooper oczekujący na start w kokpicie Faith 7 pozwolił sobie nawet na odrobinę snu, co zauważyli medycy czuwający przy biowskaźnikach. W końcu o godzinie 08:04:13 (13:04:13 UTC) silniki Atlasa buchnęły ogniem inaugurując ostatnią misję programu. Jako CAPCOM dyżurował „Wally” Schirra, któremu major Cooper zameldował „Sigma 7, Faith 7 jest w drodze”, a po chwili dodał „Czuję się dobrze, stary”. Wzlot na orbitę (o parametrach; perigeum: 161,4 km, apogeum: 267 km, inklinacja: 32,5°, okres obiegu: 88,5 min.), podobnie jak wcześniej samo odliczanie – przebiegał gładko. W czasie T + 2 min. 14 sek. nastąpiło BECO, a 24 sekundy po booster engine cut off odstrzelona została wieżyczka ratownicza. W T + 5 min. 04 sek. miało miejsce SECO. Statek kosmiczny odłączył się od swojego nosiciela, po czym astronauta przeszedł na sterowanie ręczne fly-by-wire, obracając kapsułę o 180°, tarczą ablacyjną w kierunku lotu.

[Obrazek: ma9.jpg]
Start!
http://www.friends-partners.org/partners...atlasd.htm

Wtedy też, gdy przelatywał nad Bermudami zobaczył przed sobą, w trapezoidalnym iluminatorze piękny widok. Na tle niebieskich wód Oceanu Atlantyckiego unosił się w przestrzeni zużyty stopień Atlasa. Dalej za nim rozciągał się pas wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych od Florydy, aż po Maryland. „Booster wciąż dymi. Wygląda srebrzyście, Wally”. Za odrzuconą rakietą ciągnęła się smuga ciekłego tlenu, zaś jej kadłub częściowo pokryty był białym szronem. Cooper obserwował ją przez około osiem minut, potem zajął się łącznością z Wyspami Kanaryjskimi toteż był zdumiony jak szybko znalazł się nad kontynentem afrykańskim. W trakcie przelotu nad leżącą na jego wschodnim wybrzeżu wyspą Zanzibar spostrzegł, że wszystkie systemy wyglądają na tyle dobrze, że Faith 7 byłaby zdolna do wykonania przynajmniej 20 orbit. Jedynym problemem, jaki się pojawił w trakcie tego inauguracyjnego obiegu, było przegrzewanie się skafandra. Konkretnie szwankował wymiennik ciepła, którego zadaniem było chłodzenie wnętrza kombinezonu Navy Mark IV. Astronauta był więc zmuszony średnio co kwadrans ustawiać pokrętło regulatora klimatyzacji w nowej pozycji. Dyskomfort ten nie przeszkodził jednak w obserwacjach takich widoków, jak zachód Słońca nad Oceanem Indyjskim, niemigoczące gwiazdy, wyładowania atmosferyczne szalejącej poniżej burzy, czy też światła australijskiego Perth. Swój pierwszy orbitalny brzask przeżył „Gordo” Cooper nad Polinezją. Wtedy też spostrzegł słynne już „świetliki” Glenna. Pojazd dryfował w kierunku Ameryki Południowej... Dyżurujący w meksykańskiej stacji Guaymas „Gus” Grissom przekazał na pokład Faith 7 informację o zgodzie na siedem obiegów ziemskiego globu. W trakcie drugiego okrążenia pilot kontynuował podziwianie gwiazd i powierzchni Błękitnej Planety. Na dziesięć minut zapadł również w drzemkę, by po przebudzeniu zobaczyć w iluminatorze przed sobą tarczkę Księżyca. Począwszy od trzeciej orbity astronauta miał przeprowadzać zaplanowane na tę misję doświadczenia. Uważnie przestudiował listę 11 eksperymentów
i rozpoczął przygotowania do pierwszego z nich. Od kapsuły miała odłączyć się sferyczna (15,2 cm średnicy) ksenonowa lampa błyskowa, służąca do celów obserwacyjnych. Cooper zwolnił ją przy użyciu przełącznika w T + 3 h i 25 min. Początkowo nie mógł jej zlokalizować, ale w trakcie czwartego obiegu spostrzegł migające światło odseparowanego urządzenia, które stało się w efekcie sztucznym satelitą. Widział je nawet po około czterech godzinach, w trakcie piątej i szóstej orbity, gdy dystans dzielący oba obiekty wynosił blisko 20 km. Gdy eksperyment z powodzeniem dobiegł końca, pilot posilił się ciasteczkami owocowymi i czekoladowymi, zmierzył temperaturę w jamie ustnej, odczytał ze wskaźnika ciśnienie krwi, czy wydalił próbkę moczu, która miała zostać przeanalizowana po powrocie na Ziemię. Kolejnym ważnym doświadczeniem misji MA – 9 było powtórzenie testu z 76,2 centymetrowym balonem, co jak już wyżej napisano, nie powiodło się w trakcie misji Malcolma Scotta Carpentera. „Gordo” ustawił wszystkie kamery, przełączniki do rozwinięcia znajdującego się w „nosie” pojazdu kosmicznego obiektu eksperymentu. Był on pomalowany na pomarańczowy kolor farbami fluorescencyjnymi, wypełniony azotem i połączony 30 metrową, nylonową liną z kanistrem zainstalowanym w pojeździe. Chodziło o zmierzenie różnicy w skali naprężenia między perigeum a apogeum. Niestety i tym razem wszystko zakończyło się fiaskiem, na domiar złego nie poznano przyczyny niepowodzenia.

[Obrazek: mercury_capsule.jpg]
Pojazd Mercury na orbicie (w tym wypadku Aurora 7)
http://fourcolorhistory.blogspot.com/

Cooper przeszedł do kolejnych czynności, jak eksperymenty z promieniowaniem (rozmieszczone w kokpicie klisze), czy przetaczanie uryny i skondensowanej wody z jednego zbiorniczka do drugiego. Swoje uwagi na temat przepompowywanie płynów nagrywał na magnetofon pokładowy. Wkrótce otrzymał z Ziemi zgodę na wykonanie kolejnych 17 okrążeń planety. Miało to miejsce w dziesiątej godzinie misji, a więc rekord (amerykański) Waltera M. Schirry został pobity. Pomiędzy 9 a 13 okrążeniem zakończył pomiary promieniowania, spożył kolację na którą składały się sproszkowana pieczeń wołowa, popita niewielką ilością wody dostarczanej specjalnym urządzeniem, po uprzednim przyciśnięciu specjalnej gumowej gruszki. Ta jednak tryskała mu w twarz, więc astronauta postanowił pić prosto z rurki. Za pomocą ręcznej kamery Hasselblad rozpoczął sesję fotograficzną uwieczniając Półwysep Indyjski i Tybet. Podziwiał również „dach świata” - Himalaje. Dokonał także kontroli wszystkich systemów przed planowym ustawieniem Faith 7 w tryb dryfowania, które miało trwać około siedmiu godzin. Wkrótce połączył się także z Johnem Glennem, dyżurującym na pokładzie okrętu namierzania Coastal Sentry Quebec, który krążył w rejonie wyspy Kiusiu. Kontynuował robienie zdjęć. Twierdził, że widzi z pokładu nie tylko rzeki, drogi, czy wioski ale nawet pojedyncze domy i dymy z kominów unoszone wiatrem, czy pociągu z parową lokomotywą. Spostrzegł nawet łodzie na rzece w Azji Południowo-Wschodniej. Astronauta w końcu przeprowadził i eksperyment polegający na... planowym zaśnięciu. Odpoczynek trwał raptem godzinę – przerwało go podwyższenie się temperatury w skafandrze. Okrążając Ziemię po raz czternasty Leroy Gordon Cooper odmówił modlitwę (rejestrując ją na magnetofonie) w intencji wszystkich, dzięki którym misja mogła się odbyć, a także – w swojej. W trakcie piętnastej orbity zsynchronizował zegary na tablicy przyrządów, przeprowadził kalibrację urządzeń pokładowych. Okrążenie nr 16 było zaś o tyle istotne dla historii amerykańskiego programu kosmicznego, że czas przebywania astronauty na orbicie po raz pierwszy przekroczył dobę. Pozdrowił on również z Kosmosu przywódców państw Afryki przebywających na spotkaniu w Etiopii, co miało miejsce w trakcie kolejnego przelotu nad Czarnym Lądem. Po wejściu w cień Ziemi, po jej nocnej stronie przeprowadził obserwację światła zodiakalnego i wykonał kilka eksperymentalnych fotografii na potrzeby astrofizyki. Jak sam wspomniał – czuł się w trakcie misji jak turysta: „Człowieku, wszystko co robię to zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!”. I tak poza wyżej wspomnianymi, uwiecznił i wschód Księżyca w trakcie 17/18 orbity, po czym kontynuował część doświadczeń odnośnie radiacji ponownie uruchamiając miernik Geigera i inne drobne eksperymenty. Cały czas zachwycał się pięknem Błękitnej Planety, śpiewając sobie pod nosem...

[Obrazek: Mercury9_tibet.jpg]
Zdjęcie Tybetu z pokładu Faith 7
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Mercury9_tibet.jpg

CDN...
GG 8698011
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości